Szuwarek

 

POLSKIE TOWARZYSTWO TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZE


ODDZIAŁ REGIONALNY W GDAŃSKU


KLUB TURYSTYCZNY SZUWAREK

W NOWYM DWORZE GDAŃSKIM

 

Witamy

Jeżeli chcieli by Państwo zapoznać się z historią Naszego Klubu zapraszamy do obejrzenia klipu poniżej, w którym opublikowaliśmy genezę i główne założenia Naszego Klubu w pigułce. Możliwe, że i Państwo odnajdą w nim cząsteczkę samych siebie.

 

Gorąco polecamy!

 

WŁADZE KLUBU

ZARZĄD

1. Wiesław Olszewski    - Prezes

2. Tomasz Szczepański - V-ce Prezes

3. Ryszard Zdrojewski   - V-ce Prezes

4. Monika  Gurak          - Sekretarz

5. Halina   Łenyk          - Skarbnik

KOMISJA REWIZYJNA

1. Maciej   Grochowski - Przewodniczący

2. Juliusz  Łenyk          - Członek

3. Natalia  Grabowska  - Członek

KADRA PROGRAMOWA PTTK

Przodownicy Turystyki Kolarskiej

1 Wiesław Olszewski      nr. upr. 2797

2 Maria     Olszewska     nr. upr. 3285

3 Andrzej Grabowski      nr. upr. 7079

Przodownicy turystyki Kajakowej

1 Maciej Grochowski      nr. upr. 590

CZŁONKOWIE KLUBU

OD 2008 R - ZAŁOŻYCIELE

  • 1. Marcin Głowacki
  • 2. Celina Grabowska
  • 3. Natalia Grabowska
  • 4.Andrzej Grabowski
  • 5.Danuta Grochowska
  • 6.Maciej Grochowski
  • 7.Monika Gurak
  • 8.Mirosława Gwoździewicz
  • 9.Halina Łenyk
  • 10.Juliusz Łenyk
  • 11.Maria Olszewska
  • 12.Wiesław Olszewski
  • 13.Tomasz Szczepański
  • 14.Ewelina Szreder
  • 15.Kamila Szreder
  • 16.Bogdan Szreder

OD 2009 R

17.Beata Aleksandrzak

18.Marek Lamkiewicz

19.Olga Olszewska

20.Anna Pałubicka

21.Magdalena Pałubicka

22.Dariusz Pałubicki

23.Łukasz Pałubicki

OD 2010 R

24.Andrzej Gołębiewski

25.Michalina Walas

26.Natalia Zdrojewska

27.Mariola Zdrojewska

28.Patrycja Zdrojewska

29.Roman Zdrojewski

30.Piotr Żukowski

OD 2011 R

31.Jerzy Czaja

32.Igor Klein

33.Jakub Klein

34.Łukasz Klein

35.Monika Klein

36.Mirosława Komorowska

37.Edmund Łabienic

38.Katarzyna Podsiadła

39.Małgorzata Podsiadła

40.Dawid Podsiadły

41.Zdzisław Podsiadły

42.Mariusz Putno

43.Piotr Siwa

44.Ewa Swajda

45.Arkadiusz Swajda

 


 

DZIAŁALNOŚĆ TUTYSTYCZNA W TK „IWA”

Wobec braku alternatywy Towarzystwo Kulturalne IWA, oprócz działalności kulturalnej wynikającej z przyjętego statutu, postanowiło wypełnić lukę i zainicjowało działalność turystyczną połączoną z upowszechnianiem wiedzy o regionie oraz żuławskich zabytkach architektury i przyrody.

Działalność turystyczną zapoczątkowaliśmy w 2002 roku z okazji podpisania umowy partnerskiej z miastem Swietłyj z Obwodu Kaliningradzkiego organizując rajd rowerowy wokół Zalewu Wiślanego z wizytą w Swietłym podczas podpisania umowy partnerskiej oraz ich lokalnego święta - Dnia Rybaka.

W 2003 roku zorganizowaliśmy spływ kajakowy na trasie: Nowy Dwór Gdański – Rybina – Sztutowo – Krynica Morska – Piaski.

W następnym roku, dla uczczenia 10-ciolecia istnienia Muzeum Żuławskiego, zorganizowany został spływ kajakowy z Nowego Stawu do Nowego Dworu Gdańskiego. Dał on początek organizowanym corocznie spływom kajakowym Wodami Żuław.

W następnych latach 2004 – 2007 działalność turystyczna koncentrowała się na organizacji kolejnych spływów Wodami Żuław, ale także wyjazdami na Krutynię, Wdę i Nogat.

Organizowane były również wyprawy rowerowe:

- Udziały w Zlocie Pamięci Narodowej w Nadbrzeżu.

- Wycieczki krajoznawcze po Żuławach Wielkich, Gdańskich i Elbląskich, na Wyspę Sobieszewską i Nowakowską, na plener plastyczny do Rodowa, Tolkmicka i w okolice Braniewa.

- Rajdy Fanatyka (późną jesienią na zakończenie sezonu) : do Nowego Stawu, Drewnicy i Marzęcina (Rajd Mikołajkowy).

- Organizowane były także imprezy dla młodzieży szkolnej z okazji „Dnia Bez Samochodu”.

W okresie zimowym odbywały się wyprawy piesze: w Piaskach po Mierzei Wiślanej, w okolicach Białej Góry i Piekła, w Kadynach i rezerwacie buków, w okolice jeziora Drużno,

do rezerwatu Mewia Łacha.

Inicjatywy te przyczyniły się do przyciągnięcia do udziału w czynnym wypoczynku coraz liczniejszej grupy osób co dało przyczynek do reaktywowanie PTTK w Nowym Dworze Gdańskim.

 

Maciej Grochowski

 

 

 

Pierwsze lato z PTTK za nami!

Zimny wiatr wiejący z nad morza, chłodne deszczowe poranki, szare dni kolorowane już tylko spadającymi liśćmi, wieczory pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. Albo – ciepłe skarpetki, gruby sweterek, uśmiech na twarzy i dalej na rower!

Za nami wiosna i lato pełne niesamowitych imprez turystycznych, ale nawet najbardziej ponura jesień łatwo nie zniechęci członków i entuzjastów Nowodworskiego Klubu PTTK. Dnia 28 lutego 2008 roku odbyło się Zebranie Założycielskie Klubu Turystycznego PTTK w Nowym Dworze Gdańskim. Klub jest jednostką organizacyjną Oddziału Regionalnego PTTK w Gdańsku. Na początku zebrania uroczyście wręczono legitymacje nowym członkom PTTK. Pierwszym prezesem Klubu Został Wiesław Olszewski, jego zastępcami Andrzej Grabowski oraz Tomasz Szczepański. Wśród gości obecni byli: Burmistrz Nowego Dworu Gdańskiego Tadeusz Studziński, Prezes Oddziału Ziemi Elbląskiej PTTK Marian Tomaszewski, przedstawiciel Komisji Turystyki Kolarskiej ZG PTTK Krzysztof Mieczkowski, Przewodniczący Pomorskiej Komisji Turystyki Kolarskiej Bogdan Gwizdek.

Pierwszą imprezą był Rajd Fanatyka, który rozpoczął się 15 marca 2008 roku. Uczestnicy doskonale pamiętają trasę rowerową z Nowego Dworu Gdańskiego do Wiercin, wycieczkę pieszą do śluzy w Michałowie, ognisko z pieczeniem kiełbasek, gitarą i śpiewem, bardziej lub mniej, utalentowanych uczestników. Następnego dnia – do domu, tym razem przez Myszewo. Pogoda była typowo marcowa ale atmosfera rozgrzała wszystkich rowerzystów i z niecierpliwością przygotowywaliśmy się do kolejnego rajdu.

Zarząd Klubu nie pozwolił nam jednak długo czekać. 19 kwietnia ruszył spod ŻOK – u Rajd Pamięci Narodowej do Nadbrzeża. Trasa wiodła przez Marzęcino i Kępiny – gdzie przez Nogat przeprawiliśmy się promem, do pomnika w Nadbrzeżu. Dla mało doświadczonych turystów – kolarzy z Żuław jazda po Wysoczyźnie Elbląskiej była nie lada wyzwaniem, ale wszyscy daliśmy radę. No prawie wszyscy. Odwiedziliśmy także Kadyny i łącznie przejechaliśmy koło dziewięćdziesięciu kilometrów. Niektóre partie ciała dawały odczuć się jeszcze przez kilka dni, ale wszyscy byliśmy zadowoleni i dumni, że podołaliśmy kolejnemu wyzwaniu.

Kolejny Rajd odbył się jako impreza towarzysząca ogłoszonego przez Samorząd Województwa Pomorskiego roku 2008 – Rokiem Żuław. I Żuławski Rajd Rowerowy ruszył z inicjatywy Nowodworskiego Klubu PTTK i mamy nadzieję, że stanie się imprezą cykliczną. Czerwiec, słoneczko, a w dole urocza Tuga, nad którą, w poszukiwaniu wakacji, ruszyliśmy do Nowego Stawu. Następnego dnia nadal zachwycać się można było cudownymi krajobrazami – tym razem mieliśmy przyjemność przejeżdżać przez Rezerwat Mątawski Las, obejrzeć śluzę Biała Góra i posiedzieć przy ognisku w jakże „mrocznym” miejscu - na dziedzińcu Szkoły Podstawowej w Piekle. Na szczęście było nas dużo, wszyscy bardzo odważni więc śmiało podśpiewywaliśmy do dźwięków gitary i jedliśmy pyszne kiełbaski.

Robiło się coraz cieplej, więc zamieniliśmy rowery na kajaki. Dwudziestego czerwca odpłynęliśmy spod śluzy Gdańska Głowa czym zainaugurowaliśmy V Jubileuszowy Spływ Wodami Żuław. W trzy godziny dotarliśmy do gospodarstwa agroturystycznego państwa Komorowskich w Rybinie, gdzie czekało na nas przygotowane ognisko, ciepła herbatka i inne napoje, a także uśmiechnięci i bardzo gościnni gospodarze. Następnego dnia szybciutko wodowaliśmy kajaki bo spieszyliśmy się na odsłonięcie, wykonanego przez Wiceprezesa naszego Klubu Andrzeja Grabowskiego, symbolicznego Słupa Przyjaźni między Gminami Nowy Dwór Gdański i Stegna w Cyganku. W uroczystości uczestniczyli Burmistrz Nowego Dworu Gdańskiego i Wójt Gminy Stegna. Kolejne etapy do Nowego Dworu Gdańskiego, potem do Nowego Stawu upłynęły przy wyśmienitej pogodzie i jeszcze lepszych nastrojach. Spływ zakończył się sympatycznym festynem przy szantach i grochówce.

Dwudziestego piątego lipca opuściliśmy Żuławy i przyłączyliśmy do spływu Pasłęką, organizowanego przez zaprzyjaźniony Klub PTTK w Elblągu. Cała trasa spływu prowadziła przez Rezerwat Przyrody „Rzeka Pasłęka”, która jest ostoją bobra, więc mieliśmy niepowtarzalną okazję podziwiać uroki nienaruszonej przyrody, cieszyć się ciszą i spokojem przerywanym tylko śpiewem ptaków.

Ostatnim, pożegnalnym wypadem z PTTK tego lata był III etap I Żuławskiego Rajdu Rowerowego, tak zwany Zlot Gwieździsty. Do wyboru były dwie trasy – dwudniowa przez Ostaszewo i Żuławki na nocleg do wspominanego już gospodarstwa agroturystycznego w Rybinie i następnego dnia do Marzęcina i jednodniowa - z Nowego Dworu Gdańskiego szlakiem zabytków hydrotechnicznych prosto do Zespołu Szkolno Przedszkolnego w Marzęcinie. Na miejscu wszystkich uczestników czekał poczęstunek i blok konkursów wśród których znalazły się konkursy sprawnościowe, malarskie i krajoznawcze. Wszyscy bawili się świetnie chociaż rozbieżność wiekowa była naprawdę duża.

Nadeszła jesień ale Klub PTTK nie daje odpocząć i planuje kolejne wyprawy. W dniach 4-5 października zawitaliśmy na cyklicznej Braniewskiej Jesieni, gdzie objechaliśmy piękne tereny warmińskie w okolicy uroczego miasteczka Braniewa, a 20 października wybieraliśmy się na, także już cykliczny, Rajd po Wysoczyźnie Elbląskiej. Obie imprezy organizowały kluby działające w ramach Oddziału Ziemi Elbląskiej PTTK.

W dniu 4 listopada Zarząd Klubu rozstrzygnął konkurs na nazwę i logo. W wyniku burzliwej dyskusji przyjęto poetycko – bajkową, swojsko brzmiącą nazwę – SZUWAREK.

Olga Olszewska

 

 

IV RAJD FANATYKA

 

Zima podobno dobiega końca, ale wiosny jakoś też nie widać. Bywają różne sposoby na sprowokowanie jej, my próbowaliśmy dokładnie tak jak co roku.

14 marca 2009 Fanatycy nowodworscy rozpoczęli kolejny sezon rowerowy Klubu Turystycznego PTTK Szuwarek. 40 osób wyjechało, tradycyjnie spod Żuławskiego Ośrodka Kultury w Nowym Dworze Gdańskim, w 60 kilometrową trasę z noclegiem w Gimnazjum w Mikoszewie. Odwiedziliśmy Kościół Greckokatolicki w Cyganku, zatrzymaliśmy się także w Rybinie, w naszym ulubionym gospodarstwie agroturystycznym, gdzie Prezes wręczył gospodarzom dyplom od Zarządu Oddziału PTTK i w imieniu Klubu podziękował za pomoc w organizacji imprez turystycznych w roku poprzednim. Mieliśmy okazję zobaczyć mini-zoo w Jantarze i dowiedzieć się na czym polega hipoterapia dzięki uprzejmości władz Fundacji Pomocy Dzieciom Poszkodowanym w Wypadkach Komunikacyjnych „WRÓĆ”

Pogoda była idealna, biorąc pod uwagę charakter oraz sama nazwę rajdu – padał deszcz i śnieg, wiało, a słońca było niewiele. Pokrzyżowało to delikatnie plany ponieważ jednym z etapów rajdu miał być spacer z przewodnikiem po rezerwacie ornitologicznym Mewia Łacha, wzdłuż końcowego odcinka Wisły , w miejscu gdzie rzeka wpada do morza. Spacer oczywiście odbył się, natomiast nie było ptactwa, najwyraźniej mniej odpornego od naszych Klubowiczów na warunki atmosferyczne, a w związku z tym przewodnika-ornitologa, którym o owym ptactwie miał opowiadać.

Rajd odbył się po raz czwarty i nie mogło zabraknąć tradycyjnych już elementów – grochówka, konkursy sprawnościowe i krajoznawcze, wieczorem ognisko z kiełbaskami przy akompaniamencie gitary i śpiewie wszechstronnie utalentowanych Rowerzystów, a następnego dnia rozdanie nagród i tradycyjne przemówienie Prezesa Klubu.

Udziałem w rajdzie, po raz kolejny, zaszczycił nas przedstawiciel KTKol ZG PTTK kol. Krzysztof Mieczkowski, gościliśmy sympatyczną grupę Fanatyków z Braniewa, jak zwykle nie zabrakło Sympatyków Klubu. Także fanatycznych.

Wszyscy zgodnie uważają imprezę za bardzo udaną. Następna już w kwietniu!

Olga Olszewska

 

 

II ŻUŁAWSKI RAJD ROWEROWY.

W dniach 5-7 czerwca 2009 roku odbył się drugi z kolei Żuławski Rajd Rowerowy , organizowany przez Klub Turystyczny PTTK SZUWAREK . Rowerzyści swoją przygodę rozpoczęli w Nowym Dworze Gdańskim , mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych z uśmiechami na ustach wyruszyli w trasę . Jedna z grup jako cel obrała Sztutowo, druga Mikoszewo. Kolejny dzień rajdu to wspaniała pogoda, zwiedzanie Parku Krajobrazowego Mierzeja Wiślana oraz nocleg w Krynicy Morskiej .Niedziela była dniem powrotu do miejsca rozpoczęcia rajdu, na rowerach przemierzyliśmy trasę między Krynicą Morską a Sztutowem, dalej powiozła nas kolejka wąskotorowa.

Podczas naszej podróży nie było miejsca na nudę, wieczory wypełnione były wspaniałym czasem przy ognisku, spędzonym w doborowym towarzystwie. Wspólne śpiewy i konkursy doskonale zintegrowały wszystkich uczestników rajdu, a było ich wielu. Można było wykazać się w takich konkurencjach jak wiedza krajoznawcza, żółwia jazda i wiele innych. Rowerzyści walczyli o wspaniałe nagrody ufundowane przez Urzędu Miasta i Burmistrza Nowego Dworu Gdańskiego.

Do stałych bywalców rajdów organizowanych przez klub Szuwarek dołączyły trójmiejskie Bąbelki oraz osoby z tak odległych miast jak Ciechanów, Świecie, Reda, Braniewo, Pasłęk

I Elbląg.Udziałem w imprezie zaszczycił nas przedstawiciel KTKol ZG PTTK kol.Krzysztow Mieczkowski.

Świetna organizacja, dobra atmosfera powodują, że wszyscy uczestnicy wracają do domu z wspaniałymi wspomnieniami. Z niecierpliwością wyczekujemy rajdu, który odbywać się będzie za rok o tej samej porze i mamy nadzieje spotkać się w tym samym, a nawet większym gronie.

Ula Lewandowska

 

WYPRAWA KAJAKOWA NA KRESY

Kresy Wschodnie Rzeczpospolitej – określenie, które do literatury wprowadził Wincenty Pol. Są to miejsca darzone ogromnym sentymentem przez większość Polaków a zwłaszcza tych, których korzenie tam sięgają. A takich jest wśród nas wielu.

Nowy Dwór Gdański od kilku lat utrzymuje partnerskie kontakty z miastem Sarny na Ukrainie realizowane głównie przez młodzież, na niwie sportowej, kulturalnej i edukacyjnej. Latem 2010 roku w nowodworskim Klubie Turystycznym PTTK pojawiła się myśl by rozszerzyć tę współpracę o turystykę. Inicjatywa spływu kajakowego rzeką Słucz, nad którą leżą Sarny, spodobała się włodarzom obu miast i przyjęta została z entuzjazmem.

Droga do realizacji pomysłu została otwarta. Zaczęła się prawdziwa praca. Ze względu na znaczną odległość, procedury celne oraz przepisy drogowe na Ukrainie zrezygnowaliśmy z zabierania własnych kajaków. Wypożyczenie na Ukrainie nie było łatwe, turystyki kajakowej praktycznie tam nie ma. W końcu naszym ukraińskim partnerom udało się znaleźć wypożyczalnię w Łucku, stolicy sąsiedniego obwodu.

Teraz dojazd. Po przeanalizowaniu ekonomiczno – organizacyjnych aspektów zdecydowaliśmy się na podróż autobusem rejsowym do Lwowa. Tego miasta w swych planach pominąć nie mogliśmy. Jak dla każdego chyba Polaka, być na Ukrainie i nie odwiedzić Lwowa to grzech. Podróż z Warszawy do Lwowa przebiegła sprawnie i planowo. Nawet na granicy nie straciliśmy zbyt wiele czasu. Inaczej było w drodze powrotnej . Tu nasi – unijni celnicy dali prawdziwy popis. Odprawa trwała siedem godzin, autokar prawie rozmontowali. Traktowanie przez nich jadących z nami Ukraińców, głównie studentów, budziło w nas uczucie wstydu.

Do Lwowa dotarliśmy bardzo rano, jeszcze przed świtem ale już czekał na nas umówiony przewodnik po mieście. Pozostawiliśmy bagaże w zarezerwowanym hostelu i wraz z pierwszymi promieniami wschodzącego słońca ruszyliśmy zwiedzać miasto. Wycieczka trwała do późnych godzin popołudniowych, nogi odmawiały już posłuszeństwa a my ciągle czuliśmy niedosyt .

Następnego dnia jeszcze krótki spacer po starówce i wyjazd do Nowogrodu Wołyńskiego skąd rozpoczynaliśmy spływ kajakowy. Podróż autobusem trwała kilka godzin, przez okna mogliśmy zobaczyć „ kawał Ukrainy”. Im dalej od Lwowa tym więcej starej wiejskiej zabudowy, architektury drewnianej, malowniczych cerkwi. Na coraz gorszych drogach liczne jednokonne zaprzęgi a wokół ogromne połacie nie uprawianej ziemi - widoczny brak unijnych dopłat obszarowych. Podczas krótkich postojów w mijanych miasteczkach pierwsze przejawy sympatii! ze strony mieszkańców. Na dźwięk polskiej mowy szczególnie reagowały osoby starsze, które pamiętały tam „czasy polskie” lub zostali przesiedleni z okolic Zamościa, Hrubieszowa w ramach „Akcji Wisła”. Nawet nie pytani podkreślali, że z Polakami żyli dobrze, „mirowo”, czyli w pokoju i w zgodzie.

Nowogród Wołyński do 1796 oficjalnie nazywał się Zwiahel. Obecną nazwę wprowadzono ukazem Katarzyny II jako symbol przejęcia miasta przez Imperium Rosyjskie po rozbiorach Rzeczypospolitej. Główną atrakcją turystyczną są ruiny twierdzy z dzwonem, który informował o wpłynięciu do miasta statku oraz o tym, że będzie od niego pobierane cło. O naszym wpłynięciu nie rozgłaszał ale też cła od nas nie pobierano.

Nowogród Wołyński był miejscem urodzin ukraińskiej poetki - Łesi Ukrainki, znajduje się tam jej muzeum oraz pomnik. W centralnej części miasta stoi ogromnych rozmiarów pomnik wodza rewolucji. Obecność postumentu Lenina budzi ciekawość i zdziwienie nie tyko przybyszów ale i samych Ukraińców.

Po krótkich poszukiwaniach dotarliśmy do „rieczki” czyli rzeki Słucz, która odtąd miała być naszą główną arterią.

Słucz - największy dopływ Horynia, o długości 451 km i powierzchni dorzecza 13 900 km², rozpoczyna swój bieg ok. 30 km na północny wschód od miasta Wołoczyska. Minąwszy po drodze Starokonstantynów i Nowogród Wołyński w granice przedwojennego polskiego Wołynia wpływa na północ od Korca niedaleko ujścia Korczyka. Dawniej uznawana była w części biegu za zachodnią granicę historycznej Ukrainy. Odtąd aż po Hubków tworzy dolinę wśród skał granitowych, a okolica tamtejsza, posiadająca liczne osobliwości przyrody, jest nazywaną Szwajcarią Nadsłuczańską i stanowi Nadsłuczański Park Krajobrazowy. Przełom ten znajdujący się na pograniczu Wyżyny Wołyńskiej i Polesia Wołyńskiego należy do nielicznych miejsc na Wołyniu, gdzie w naturalny sposób odsłaniają się skały tworzące wąwóz o stromych zboczach.

Przy plaży miejskiej rozbiliśmy pierwszy obóz, skontaktowaliśmy się z naszymi partnerami z Saren i po krótkim odpoczynku ruszyliśmy zwiedzać miasto.

Nazajutrz, zanim słońce na dobre wstało, przybyły nasze kajaki i współtowarzysze spływu. Po powitaniu, wzajemnej prezentacji uczestników i przygotowaniu kajaków ( okazało się, że będziemy płynąć na składakach), ruszyliśmy na trasę pierwszego odcinka. Zaczynamy od najpiękniejszego odcinka rzeki. Jest to przełomowy odcinek doliny, zwany Szwajcarią Nadsłuczańską. Rzeka, rozcinająca w tym miejscu krawędź Wyżyny Wołyńskiej, płynie w głębokim jarze. Strome brzegi wznoszą się na ponad 50 metrów, prąd jest bystry i poprzegradzany licznymi progami skalnymi. Skały granitowe oraz progi kamienne z jednej strony stanowią niezwykłą atrakcję, z drugiej zaś utrudniają spływ i stanowią niebezpieczeństwo dla kajaków. Już po kilkuset metrach pierwszy kajak trzeba było kleić.

Jeszcze w granicach miasta ukazuje się nam okazały, wysoki, wieloprzęsłowy most w ciągu drogi Żytomierz – Równe, zbudowany „za Polski”. Robi wrażenie.

W takiej malowniczej scenerii, wśród wysokich granitowych skał kończymy pierwszy odcinek przy miejscowości Bieriegowoje, przepływając 23 km. W umówionym miejscu biwakowania czekała już na nas ekipa techniczna: samochód z namiotami i innym sprzętem oraz płonące ognisko. My rozbijaliśmy obóz, w tym czasie nasi gospodarze przygotowywali pyszne, narodowe potrawy. Potem rozmowy i śpiewy do późnej nocy. I tak co wieczór.

Przez następne dwa dni i około 60 kilometrów krajobraz prawie się nie zmieniał. Przeważnie brzegi dość strome, wysokie i stosunkowo mało miejsc łatwych do wyjścia z kajaka lub zalesione polany przy wzgórzu z wystającymi głazami granitowymi. W niektórych miejscach las sosnowy dochodzi do samej rzeki. Nurt szybki, liczne głazy wystające z wody lub zalegające tuż pod powierzchnia oraz kamienne progi na całej szerokości koryta rzeki. Ich obecność zdradza marszcząca się woda. Na całym szlaku liczne, najróżniejszych konstrukcji, przeważnie prymitywne, mosty pontonowe lub wręcz drogi biegnące po dnie rzeki. Co kilka kilometrów ukazują się malownicze, drewniane wsie z piaszczystymi drogami i krzyżami na rozstajach. W większych miejscowościach charakterystyczne, na niebiesko malowane, cerkwie ze złoconymi kopułami.

Trzeciego dnia dopłynęliśmy do miejsca, gdzie Wyżyna Wołyńska osiąga punkt kulminacyjny. Rzeka płynie w głębokim wąwozie. Zbliżamy się do wsi Hubków. Najpierw wyłania się piękna cerkiew, a następnie wysoko na prawym wzgórzu malownicze ruiny zamku Siemaszków. Jeden z najdawniejszych grodów wołyńskich, do r. 1709 miasteczko. W początkach XVI w. dobra tutejsze należały do rodu Siemaszków. Zamek istniał już w XV w., a po zniszczeniu przez Tatarów w r. 1504 odbudowany, był rezydencją dziedziców. Zburzony przez Szwedów w 1708 roku nie powstał już z ruiny. Wobec wymarcia mieszkańców miasteczka w czasie wojny skutkiem morowej zarazy, założono 4 km. na zachód na lewym brzegu Słuczy miasteczko Ludwipol, obecnie Sosnowe. Miasto zostało spalone w roku 1944 przez Niemców w ramach odwetu za ataki miejscowych oddziałów partyzanckich na wojska niemieckie. Odbudowane po wojnie brzydko i byle jak.

Minąwszy Wyżynę Wołyńską krajobraz się zmienia. Rzeka płynie rozległą doliną, kreśli duże zakola ale nie meandruje, nurt znacznie spokojniejszy. Poziom wody niski, liczne łachy piaszczyste i płycizny, trzeba wypatrywać torów dla swobodnej żeglugi. Po obu stronach rozległe łąki ze stadami koni, krów i gęsi, z rzadka pola uprawne. Najczęściej w pewnym oddaleniu od rzeki dość liczne wsie, przeważnie tradycyjne, drewniane, z kopułami cerkwi. Sielskie, u nas zapomniane już, sceny. W pasących się stadach są zwierzęta należące do wszystkich mieszkańców wsi, pilnowane codziennie przez innego gospodarza ( najczęściej mali chłopcy). Spędzane w południe i wieczorem same bezbłędnie rozchodzą się do swoich zagród. W pław przez rzekę przepędzane jest bydło, przejeżdżają furmanki a nawet traktory.

Na ostatni, piaty nocleg dopływamy do wsi Tynnoje. Najpierw ukazały się pierwsze zabudowania tej dużej, czterotysięcznej wsi, potem pojawiła się przed nami tajemnicza budowla hydrotechniczna. To ogromny, niedokończony jaz, stanowiący element fortyfikacji Odcinka Umocnionego „Sarny”. Był to budowany w latach 1936 – 39 ciągnący się na długości 80 kilometrów pas umocnień, największy i najsilniejszy na wschodniej granicy II Rzeczpospolitej. W jego obrębie wzniesiono ponad 200 betonowych schronów bojowych i innych obiektów fortyfikacyjnych. Siedziba dowództwa budowy mieściła się w klasycystycznym Pałacu Młyńskich z pierwszej połowy XIX w. w miejscowości Tynne. Stacjonował tu również oddział Korpusu Ochrony Pogranicza. Na tej linii w dniach 17 – 20 września ‘39 ok. 600 rezerwistów ( siły główne przerzucono do walki z Niemcami) Pułku KOP

„ Sarny” stawiło silny opór sowieckiej 60 Dywizji Strzeleckiej. Właśnie tu stoczono najcięższe walki graniczne w całej kampanii wrześniowej na wschodzie. W boju tym zginęło ok. 200 obrońców, wielu wziętych do niewoli rozstrzelano przy cerkwi w tej miejscowości.

Ostatni dzień spływu. Za Tynnoje licznie występują pozostałości fortyfikacji obronnych, niektóre z nich częściowo stoją w rzece, większość wysadzona. Krajobraz coraz bardziej monotonny. Po około 20 kilometrach wiosłowania widać już kominy i pierwsze zabudowania miasta Sarny.

Wówczas, po całym tygodniu pięknej pogody, nastąpiło oberwanie chmury. Ostatnie kilkaset metrów, z przepłyniętych 159–ciu kilometrów, pokonaliśmy w strugach ulewnego deszczu. W związku z tym powitanie nas przez Mera Miasta i przedstawicieli Rady Miejskiej miało miejsce pod mostem drogi Dorohusk – Kijów. I pogoda i włodarze miasta sprawili, że czuliśmy się przyjęci z honorami godnymi wodniaków.

Miasto Sarny powstało w 1885 roku jako ważny węzeł kolejowy z niewielką drewnianą stacyjką. Tak pojawiła się na mapie poleskiej kolei malutka stacja "Sarny". Przed 1939 rokiem należało do Polski i było miastem powiatowym w województwie poleskim, a od 16 grudnia 1930 r. w wołyńskim. Dziś liczy blisko 30 tysięcy mieszkańców i niczym się nie wyróżnia. Zabudowa przedwojenna, parterowa, mocno już zniszczona oraz szara, poradziecka.Widać też nieliczne jaskółki nowoczesności.

Spływ kajakowy rzeką Słucz, w opinii uczestników, okazał się prawdziwa przygodą w każdym wymiarze. Zdecydowanie stosowniejszym jest określenie „ wyprawa” niż „ impreza turystyczna”. Pojechaliśmy grupą osiemnastoosobową, w tym całe rodziny. Przedział wiekowy: od gimnazjalistów po siedemdziesięciolatków ( wzbudzali szczery podziw Ukraińców). Nie byliśmy pionierami na tej rzece. Wcześniej nawiązaliśmy kontakty z kolegami z innych klubów, którzy tą rzeką płynęli, którzy podzielili się doświadczeniami, udostępnili nam opis szlaku.

Dla nas, „ ludzi z północy”, wszystko wydało się egzotyczne: i klimat, i przyroda, i krajobrazy, i architektura, i ludzie. To przede wszystkim ludzie sprawili, ze przeżyliśmy zdecydowanie coś więcej niż kolejną imprezę turystyczną. Rozmawiając o naszych planach wyjazdu wiele osób, mniej lub bardziej otwarcie wskazywało, że wybieramy się do miejsc nieprzyjaznych. W nas też obecny był cień niepokoju wynikający z funkcjonujących stereotypów i historycznych zaszłości. Tym większym było nasze pozytywne zaskoczenie.

Kontakty z naszymi partnerami jak i z przygodnie spotykanymi ludźmi były miłe i serdeczne, wręcz neutralność emocjonalna była rzadkością. Najmniejszych problemów w porozumiewaniu się po polsku. Nie można jednak było nie zauważyć młodej ukraińskiej państwowości i „niemowlęcej” wręcz demokracji. Na opisach obiektów zabytkowych kilkuwiekowe luki ( na czasy polskie) a nawet stwierdzenie, że Lwów był 600 lat pod polską okupacją. My mieszkańcy tzw. Ziem Odzyskanych pamiętamy, że jeszcze niedawno i u nas rok 1945, był rokiem zero. Mieszkańcy zachodniej części, uważający się za „ prawdziwych” Ukraińców, mają chyba spory problem ze swoją tożsamością. Nie do końca wiedzą, czy bliżej im do wschodnich, mocno zrusyfikowanych rodaków, czy do zachodnich sąsiadów. Na pewno chcą do Unii. Podczas długich rozmów przy ognisku okazywało się, że wielu ma jakieś odległe polskie korzenie, że określenie „ to jeszcze polskie” jest tam synonimem solidności i jakości a o wołyńskich wydarzeniach 1943 roku mówili „ te niedobre czasy”.

Na podstawie doznań i doświadczeń tych dni pobytu, podczas powitania nas przez władze pod mostem w Sarnach, pozwoliłem sobie, bardzo nieskromnie, powiedzieć że spływ nasz dla relacji międzyludzkich był tak ważny jak spotkania dostojników. Nieskromnie, ale ja tak myślę!

Wiesław Olszewski